Slider

W ostatnich dniach Pan Premier Morawiecki zapowiedział, że nowy jednolity podatek nie wzrośnie z 19% do 40%. Bardzo optymistycznie to wszystko brzmi, ale może to oznaczać, że efektywna stawka opodatkowania wzrośnie do 39% czy nawet do 41 %. Wygląda to na obronę pozycji rządu po wcześniejszych zapowiedziach podniesienia podatku od 2018 roku. Natychmiast po tej zapowiedzi w mediach pojawiły się informację, że w Polsce najbardziej poszukiwaną informacją jest  to, jak przenieść firmę do Czech lub rzadziej na Słowację. Media prorządowe odpowiedziały, że zakup spółki za granica nie spowoduje zniknięcia obowiązku podatkowego w Polsce.

 Oczywiście pełna zmiana rezydencji podatkowej nie jest  prosta. Urząd skarbowy może sprawdzić, gdzie zameldowane są dzieci, żona i gdzie jest tzw. centrum interesów życiowych. Ale na to są sposoby, 183 dni nie są magiczną granicą, a zawsze można sobie kupić tamtejszy numer, a swój zostawić gdzieś tam. Jedną z podstawowych wolności i pryncypiów Unii jest wolność przepływu osób i kapitału, więc atak wprost na nią oznacza zagrożenie dotacji, wspólnej polityki itd. Ponadto, można to skarżyć do sądów unijnych, np. czeskich itd. W dzisiejszej sytuacji zostawia to biednemu podatnikowi przedsiębiorcy dużo możliwości obrony. Ponadto są niewątpliwe dwie korzyści z posiadania czeskiej rezydencji podatkowej – po pierwsze: jeżeli przedstawi się ją bankowi, to bank będzie raportował do władz czeskich lub innych np. maltańskich, a te mają w d…. znaczy w  głębokim poważaniu dochody podatnika z przychodów kapitałowych uzyskanych ze sprzedaży udziałów lub akcji w Polsce. Po drugie, w Czechach nie ma parcia na zmiany umów o unikaniu podwójnego opodatkowania i nadal dyrektorzy firm z Cypru są zwolnieniu z podatku. Jest jeszcze kilka innych fajnych sztuczek do wykorzystania.

Ponadto, nadal pozostają do wykorzystania przez podatników możliwości spółek amerykańskich. Konto można założyć w USA, w Europie ze względu na Facta tylko niektóre banki chcą otwierać konta dla podmiotów amerykańskich. Co do konta w USA, póki co nie ma mowy o wypełnianiu przez amerykanów konwencji OECD o ujawnianiu beneficjentów. Zapowiadają zrobienie tego dopiero w 2019 – 20 roku czyli realnie pod koniec lat 20 albo nigdy. Po prostu ta cała operacja walki z offshores miała i ma na celu ściągnięcie kasy do US a inne szczytne cele to po prostu propaganda. I teraz mamy Delaware, South Dakote, Newadę wszystkie objęte umową o unikaniu podwójnego opodatkowania z Polską. Władze amerykańskie wcale nie są skore do współpracy z władzami polskimi i o ile kocha się US inie występuje przeciw ich interesom –  wiadomo, że helikoptery i w ogóle broń  amerykańska jest 10 x lepsza od europejskiej a szczególnie francuskiej, to można czuć się bezpiecznym wobec władz polskich. W Europie też został  raj podatkowy – Szkocja. A w ogóle jest fajnie bo coraz powszechniejsze są pogłoski o tym, że bierze się pod uwagę zastosowanie wariantu cypryjskiego, czyli opodatkowania depozytów powyżej 100 000 Euro, w zamian za jakieś obligacje. Ten wariant będzie zastosowany, kiedy z kasą państwa będzie krucho, ale pamiętajmy, że obecnie proces legislacyjny może się zacząć rano i skończyć wieczorem opublikowaną ustawą.

Wiemy już, że zmiana podatków będzie. W 2018 roku zostanie zniesiony podatek liniowy. W roku 2017 kwota wolna  od podatku pozostanie niezmieniona. W roku 2018 realna stopa opodatkowania dochodów przedsiębiorców wyniesie 35-40 % i to wszystko pod hasłem, że zarobki prezesów nie mogą być opodatkowane liniowo na 19 %, gdyż to niesprawiedliwe. Oczywiście żaden z popierających projekt polityków nie zająknął się, że zgodnie z utrwalonym orzecznictwem, podatki osób zarządzających firmami liczone są według normalnej skali.

Zwiększone podatki, połączone z ZUS, mają teoretycznie doprowadzić do zwiększenia świadczeń socjalnych. Ciekawe jednak, czy płacący zwiększony jednolity podatek dostaną w razie choroby zwiększone świadczenia oraz zwiększone świadczenia emerytalne.  Wydaje się, że raczej nie. Logika powinna być natomiast następująca; skoro z płaconego przeze mnie podatku np. 40 % od 500.000,  płacone jest jednocześnie ubezpieczenie społeczne, to w razie choroby powinienem  otrzymywać zwiększone świadczenia oraz odpowiednio zwiększone świadczenia emerytalne. Natomiast już od dawna politycy zaczęli traktować to jako uzupełnienie dla bieżącego budżetu i sposób na księgowe zmniejszanie deficytu. Ich po prostu nie interesuje system emerytalny, póki nie wybuchnie jakiś skandal. Uzdrowienie sytuacji za poprzedniej koalicji, lub na początku lat 2000 było proste – należało zmniejszyć prowizje OFE do 1-1,5 % lub ją w ogóle znieść i nie dochodziło by wtedy do nadmiernego bogacenia się towarzystw emerytalnych kosztem zwykłych ludzi. Bez wątpienia proponowane zmiany mają charakter wybitnie fiskalny, zaczyna brakować kasy na obietnice wyborcze i nowe programy.

A jeśli zaczyna brakować kasy, to potrzeba igrzysk. I one będą. Co prawda do spodziewanego ataku na biznes w wykonaniu połączonych sił prokuratury, CBA itp. nie doszło, nie słyszy się też o masowych aresztach wydobywczych, ale system jest prawie gotowy. Prokuratura skoncentrowana, gotowa i zobowiązana przepisami do wypełniania woli polityka/ów, niezależnie, kto będzie stał na jej czele. Na sądy też niedługo coś się poradzi  i jakoś je spacyfikuje. Przecież prawo można dowolnie i kazuistycznie zaostrzać.

Podsumowując, prawie gotowy system czeka na polityczną dyrektywę – zaczynamy. Czy normalni ludzie prowadzący biznes mają jakieś szanse w starciu z taką machiną? Trzeba szczerze powiedzieć, że niestety małe. Gdy już machina skoncentruje się na kimś, to będzie bieda. Ale musimy zdawać sobie sprawę, że  ci ludzie tylko wykonują polecenia. Wykonują je na podstawie przepisów i praktyki, która nie zawsze jest doskonale sprawna. Po pierwsze, nie należy skupiać na sobie złości osób nas kopiących, dla nich to po prostu praca.

Po drugie, należy korzystać z legalnych rozwiązań i np.  gromadzić  część środków za granicą, posiadać strukturę opartą o fundacje rodzinne w krajach o utrwalonej tradycji funkcjonowania tego rodzaju struktur. Pamiętajmy, że w sytuacji napływu różnego rodzaju wniosków ze strony władz polskich, medialnych informacji o złych praktykach, w tamtych krajach po prostu będzie się odmawiać udzielenia informacji lub tamtejsze sądy zaczną wymagać „twardych i rzeczywistych” dowodów, że osoba, co do której polskie władze wymagają udzielenia informacji, rzeczywiście mogła popełnić dany czyn. Pamiętajmy również, że w sytuacji, gdy obecnie przekazujemy np. do takiej fundacji jakąś część posiadanych legalnie – już opodatkowanych – środków, to jesteśmy w pełni legalni, gorzej gdy zrobimy to w momencie ataku.

Pozostało jeszcze kilka metod legalnej optymalizacji podatkowej oraz zapewnienia sobie i swojemu majątkowi bezpieczeństwa, o czym w następnych blogach.

W obecnym wydaniu – prawdopodobnie tak. Kraje OECD, a zwłaszcza USA, wywarły olbrzymi nacisk na jurysdykcje stosujące rożnego rodzaju przyjazne podatnikom przepisy.  Motywem przewodnim była transparentność itp. Wszyscy się pod tym radośnie podpisują i wygląda to wspaniale. Pozostaje pytanie – kto na tym zarobi? Odpowiedz jest prosta – oczywiście nasz „wielki brat” zza oceanu. Dużym zainteresowaniem będą cieszyć się więc np. Delaware czy Newada, gdzie nie przywiązuje się zbytniej wagi do zbierania materiałów o tym, kto jest ostatecznym  beneficjentem stojącym za daną firmą. Upłynie jeszcze dużo czasu zanim amerykańskie banki zaczną przekazywać dane. Stany nie spieszą się bowiem z wdrożeniem dyrektywy OECD – wcale im na tym nie zależy. Jak zauważył w kilku wywiadach Martin Kenney z BVI, najlepszy na świecie prawnik zajmujący się odzyskiwaniem zdefraudowanego majątku, z którym zresztą mam okazję pracować, powstają nowe czarne dziury: Delaware, Newada oraz Szkocja – póki co w UE. Przy wielkich transakcjach znakomicie trzyma się londyńskie City, które nie ma zamiaru ujawniać sekretów nikomu –  zarówno swoich jak i tych,  których pieniędzmi obraca.

W tej sytuacji najlepszym rozwiązaniem jest firma w Delaware, której tzw. „memberem” (wspólnikiem) jest jakiś trust (nie ma osobowości prawnej ) i konto w banku w USA. W swojej praktyce miałem kilkukrotnie do czynienia z postanowieniami naszej dzielnej prokuratury, która umarzała postepowania związane w najmniejszy choćby sposób z obecnością podmiotów zarejestrowanych w USA, w tym także z adresami malowymi typu g-mail. Powodem była instrukcja prokuratury generalnej, która stwierdzała, że wobec masowej odmowy udzielania informacji przez władze amerykańskie, w ogóle nie należy wysyłać wniosków do USA. Jak się pisze, banki w USA będą gotowe do wdrożenia dyrektywy OECD w latach dwudziestych a może nie będą wcale.

Organy amerykańskie powołują się na pierwszą poprawkę do konstytucji USA i zwyczajnie odmawiają procedowania nad wnioskami strony polskiej. Pokazuje to, jakim super ważnym sojusznikiem jesteśmy dla amerykanów. Czy osobiste interwencje Pana Ministra Oberprokuratora coś zmienią – wątpię. Oczywiście amerykanie potrafią być skuteczni jeżeli coś lub ktoś  narusza ich interesy – przykład FIFA jest tutaj aż nadto wyrazisty. Rozwiązanie to nie jest więc dla tych, którzy mają choć cień podejrzeń, że kiedyś naruszyli lub co gorsza naruszają interesy amerykańskie.

Dla reszty natomiast super – bezpieczeństwo, pewność itd. W mailach piszmy, niech żyje Wuj Sam, broń amerykańska jest najlepsza, kraj wiodącej demokracji wzorcem dla nas itd. itp.

Ponadto, ciekawe rozwiązanie ma Ziemia Święta, ale o tym później.

Mam przyjemność obserwować działania naszych organów w kilku poważnych kwestiach gospodarczych. Niestety, mówiąc delikatnie, są opieszałe i powolne. Ja oczywiście rozumiem tego powody i przyczyny, trudno to jednak wytłumaczyć klientom. Z kolei, jeśli coś ma poparcie polityczne lub medialne, to decyzje dotyczące zatrzymań, przeszukań i aresztowań, podejmowane są szybko. Co prawda, potem cały ten proces spowalnia, jednak pierwsze efektowne wrażenie pozostaje. No i w końcu wyrok, jednak kogo on interesuje, poza oskarżonym i ewentualnie pokrzywdzonym. Należy się spodziewać, że już od marca, liczba zatrzymań i efektownych akcji gwałtownie wzrośnie, a postępowania będą wszczynane z woli politycznej.

Nie wiadomo, jak sądy podejdą do zwiększonej ilości wniosków o areszty w sprawach gospodarczych, ale z dotychczasowej praktyki wynika, że cześć sędziów w ogóle nie analizuje zbytnio wniosków o tymczasowy areszt. Powszechnie wiadomo, że aby dobrze się obronić, należy posiadać środki; na dobrych prawników, na biegłych oraz na życie dla rodziny. W kraju wszystko bardzo łatwo zablokować, konta, fundusze itd. Za granicą już trudniej, w EU również, a jeszcze trudniej zablokować jakąś firmę, fundacje czy trust. O tym, czy należy zamrozić jakąś instytucję, decyduje tamtejszy sąd, rozpatrujący sprawę zgodnie z tamtejszymi przepisami i zasadami. Miejscowi prawnicy zapewnią możliwość obrony. Dowody w stylu „zeznania jednego świadka koronnego„ powinny być zdyskwalifikowane. Co więcej, jeżeli chodzi o działania prawno-karne, to z chwilą przekroczenia granicy, tworzy się coraz więcej problemów biurokratycznych, których pokonywanie państwowej machinie przychodzi z wielkimi oporami i jeśli nie jest to „największa” sprawa, to zazwyczaj za granicą wszystko spowalnia. O wiele efektywniejszą drogą na zamrażanie majątku za granicą jest droga cywilna, szczególnie w państwach common law, co piszący te słowa miał okazję kilka razy przećwiczyć. Oczywiście można sobie wyobrazić prokuraturę wnoszącą powództwo do sądu w Londynie z wnioskiem o zamrożenie majątku danej osoby, ale takie imprezy kosztują i należy się do nich solidnie przygotować szczególnie dowodowo, ale zazwyczaj i dowody nie wystarczą.

Ostatnio uczestniczyłem w kilku konferencjach podatkowych i okazuje się, że wszyscy intensywnie pracują, nad tym, jak ominąć najnowsze regulacje OECD i EU. Oprócz wspomnianych w poprzednim wpisie inwestycji w złoto, proponuje się rozdzielenie beneficjentów, udziałowców na 5 lub nawet 6 osób. Nie należy obejmować więcej niż 25 % akcji w danej firmie i stosować tzw. ”miękkie” zapisy w statutach.

Kilku moich dobrych znajomych zaczęło poważnie myśleć i przygotowywać się do ograniczenia swojej aktywności w Polsce. Jak obserwuję, tendencja taka zaczyna się znowu nasilać. Obce państwa wspierają przenoszenie biznesu, np. Czechy i Słowacja praktycznie nie kontrolują polskich firm, które przeniosły tam swoją siedzibę, stosują systemy zachęt. A u nas tylko indywidualna aktywność i przedsiębiorczość obywateli utrzymuje gospodarkę w niezłym tempie, a państwo niech nie przeszkadza.

Deja vu

I mamy pięknie. Nastał szeryf – wybitny pogromca wszelakiej przestępczości. Nowe narzędzia dają mu wielkie możliwości działania.

Nasz znakomity aparat sprawiedliwości może teraz pozbawić wszystkiego; zarówno winnego jak i niewinnego – to ostatnie  wychodzi mu  najlepiej. Potem martw się człowieku,  bo może po długotrwałym procesie, znowu inkwizycyjnym, zostaniesz uniewinniony. Pozostaje wtedy tylko pytanie – co z rodziną? Ale to już niestety nikogo nie obchodzi.

A w ogóle po co jakiś sąd? Wystarczy ogłosić zarzuty w prasie i dana osoba jest publicznie skończona. Czy w sytuacji, gdy zagraniczne banki zostaną zobowiązane do raportowania polskim urzędom skarbowym o ostatecznym beneficjencie, to czy jeszcze jest jakiś sens budowania struktur zagranicznych, typu fundacja i trust ewentualnie inne spółki?

W sytuacji wejścia w życie nowelizacji ustawy o prokuraturze oraz  innych ustaw, chyba jest. W stosunku do majątku zagranicznego, o jego zamrożeniu, konfiskacie itp. orzekają sądy zagraniczne, które mają inne pojęcie o sprawiedliwości, winie i zebranych w sprawie dowodach. Tam zazwyczaj nie wystarczy zeznanie jednego skruszonego bandyty itp.

Przed sadami zagranicznymi będzie możliwość obrony, a jak wydarzy się jeszcze kilka głośnych spraw związanych z Trybunałem Konstytucyjnym i wolnościami obywatelskimi, to  sądy zagranicznie zaczną patrzeć na wnioski naszej prokuratury bardzo podejrzliwie (tak nawiasem mówiąc, ta sytuacja będzie na rękę rzeczywistym przestępcom). Mimo ogłaszanych medialnie przez prokuraturę sukcesów, nie ma ona zbyt dużej praktyki ze ściąganiem  majątku z zagranicy.

Co więcej, intensywnie pracuje się nad sposobami ominięcia przepisów dyrektywy OECD. Można zainwestować w złoto i wówczas „beneficial owner” nie będzie wykazywany, można też rozdrobnić niektóre aktywy na kilka kont. Niedługo na pewno zostaną wypracowane ciekawe i legalne rozwiązania.

Zawsze też pozostaną kraje, które do konwencji nie przystąpią i nie wiadomo, jaka będzie praktyka przekazywania danych władzom polskim, szczególnie z krajów, gdzie pracuje się powoli, zaś nasz kraj nie stoi na pierwszym miejscu w kolejce po dane.

Oczywiście jest jeszcze jeden skuteczny w polskich warunkach sposób bronienia swojego majątku przed zakusami władzy –   sposób stwosowany przez określony typ ludzi na tzw. „totalnego głupa” czyli: „ panie ja nic nie wiem, nie wiem kto mi to k…. dał, a w ogóle  to nic nie wiem i nic nie pamiętam”. Ale żeby stosować tą „metodę” trzeba totalnie zniżyć  się do tego poziomu. Czy warto ?

Moim zdaniem są inne drogi.

Politycy prześcigają się w obietnicach. Jak tak dalej będzie, to niedługo mamy szanse żyć w kraju o jednym z najlepszych i najbardziej przyjaznych systemów podatkowych. Niestety tylko w teorii i obietnicach polityków.

Realia są niestety inne – właśnie ujawniono instrukcje Ministerstwa Finansów; każda kontrola skarbowa ma kończyć się sukcesem – czyli wymierzeniem podatnikowi  zaległych, zdaniem organu, podatków a najlepiej kary.  Ponadto, już niedługo można będzie spodziewać się powrotu do praktyk aresztów wydobywczych, śledztw „trałowych” i tym podobnych wynalazków. Zobaczymy na jaką skalę. Kwestie podatkowe w takich sprawach mogą być używane pomocniczo. Na świecie mocno rozwija się trend sugerujący, że nadużycia podatkowe można porównywać do przestępstw typu „pranie pieniędzy”. Łatwo to będzie wykorzystywać do naszych wewnętrznych rozgrywek. U nas, nawet jeśli zapowiedzi są optymistyczne, to praktyka jest zawsze inna.

Od 2016 zacznie obowiązywać konwencja OECD, która nakazuje bankom automatycznie informować Urzędy Skarbowe w poszczególnych krajach o ostatecznych beneficjentach kont poszczególnych  spółek, fundacji czy trustów. Pierwsze informacje zaczną wpływać do Polski w 2017 i 2018 roku. Nie wiadomo jaka będzie praktyka z tym dzieleniem się informacją. Po drugie doradcy podatkowi proponują kilka sposobów na ominięcie zapisów konwencji. Po trzecie przekazanie własnego majątku na fundację czy trust rodzinny jest w pełni legalne. Po czwarte – naszym władzom bardzo trudno jest sięgać po majątek zagraniczny. O zamrożeniu takiego majątku decydują sądy tamtych państw, z tej też racji zebrane dowody muszą być poważne a nie zebrane bez namysłu jak się nieraz dzieje w u nas.

Od 1 stycznia 2015 roku mamy ustawę, która opodatkowuje dochody uzyskane w zagranicznych spółkach kontrolowanych. Generalnie, aby jakoś ominąć pazerność naszego fiskusa, mamy klika możliwości.

Po pierwsze – zmiana rezydencji podatkowej na przyjaźniejszą, np. maltańską, sposób fajny i przyjemny. Nie zawsze jednak zmiana rezydencji jest możliwa. A swoją drogą Malta jest bardzo ciekawą jurysdykcją, która według mnie nie jest objęta wyżej wspomnianymi regulacjami. W moim zawodzie zmiana rezydencji podatkowej jest trudna, ale gdy prowadzi się biznes jest to w pełni wykonalne.

Po drugie – ukrycie się za kilkoma spółkami offshores. Mam tu na myśli kilka ciekawych i nieznanych jurysdykcji, jak na przykład Kostaryka. To działa, ale już od 2017 roku po wejściu w życie konwencji OECD, zobowiązującej banki do automatycznego przekazywania informacji, takie rozwiązanie może być niewystarczające.

Wtenczas dobrą receptą na omawianą sytuację jest posiadanie innej siedziby podatkowej, np. wyżej wymieniona Malta – nawet nie jako głównej, ale tej dodatkowej. Wówczas w bankach zupełnie legalnie można posługiwać się tą rezydencją. Będą one informować kraj dodatkowej rezydencji, dla którego taka informacja niewiele znaczy, gdyż on specjalnie u siebie stwarza korzystne rozwiązania, aby przyciągnąć bogatych inwestorów.

Dobrym rozwiązaniem jest także powołanie fundacji rodzinnej nawet w jurysdykcjach, które mają uregulowany status wymiany informacji podatkowej z Polską, nie mówiąc już o innych, np. Panama. Wstępna analiza pozwala na stwierdzenie, iż taka fundacja nie jest zagraniczną spółką kontrolowaną, choć niewątpliwie Ministerstwo Finansów będzie się starało, aby tym pojęciem objąć również tego rodzaju fundacje.

Jaki będzie rozwój sytuacji w tej kwestii?

Jedno wiadomo na pewno – trwa bardzo intensywna praca nad tym, jak można zminimalizować dla biznesu negatywne skutki nowych regulacji.

Tak jak wszyscy przypuszczali Ministerstwo Finansów doprowadziło do objęcia spółek komandytowo-akcyjnych przepisami o CIT. Jeżeli ktoś zdążył zmienić rok obrotowy na listopad to jeszcze jedenaście miesięcy może pracować na starych zasadach. Niektórzy doradcy podatkowi  mówią, że zmieniając drugi raz rok obrotowy na październik można przedłużyć korzystny stan do października 2015 roku.

Wprowadzono szereg obostrzeń dla podatników. Planuje się wcielenie klauzuli obejścia prawa do ordynacji podatkowej. W sytuacji, gdy urzędy skarbowe nie uznają danego kosztu za koszt uzyskania przychodu, natychmiast wszczynają postępowania karne skarbowe – robiąc tym samym z ludzi przestępców.

W Polsce generalnie stawka podatku wynosi 19%. Szereg włączeń z kosztów uzyskania przychodu, które w rzeczywistości ponosi się przy prowadzeniu biznesu, powoduje, iż efektywna stawka podatkowa jest o wiele wyższa. Jeżeli ktoś prowadzi biznes międzynarodowy w oparciu o polską spółkę, z pewnością zetknął się z całkowitą ignorancją fiskusa dotyczącą kosztów ponoszonych za granicą. O wiele łatwiej jest prowadzić transakcje międzynarodowe za pomocą wehikułów zagranicznych. Ponadto warto sobie uświadomić, że za płacone podatki otrzymujemy bardzo słaby serwis publiczny. Usługi świadczone obywatelom przez państwo są marnej jakości.

Kolejną nieciekawą dla biznesu informacją jest projekt ustawy o prokuraturze, nadal utrzymujący jej jednolitą instytucję, która z kolei zajmuje się prowadzeniem śledztw oraz oskarżaniem w sądzie. Jest to swego rodzaju combo do wszystkiego.

Warto tutaj także zauważyć, że aby pociągnąć prokuratora do odpowiedzialności trzeba mieć zgodę sądu dyscyplinarnego. Obecnie orzeka on w dwóch instancjach, a w jego skład wchodzą prokuratorzy. Po przyjęciu nowej ustawy druga instancja będzie funkcjonowała w sądach apelacyjnych. Powoduje to, że powstaje czwarta władza, tj. przez nikogo niekontrolowana prokuratura, posiadająca wielkie zwierzchnictwo. Moim zdaniem to rozwiązanie jest niekonstytucyjne. Utrzymany został model stworzony za czasów Stalina. Po ewentualnym wygraniu wyborów przez partie będące miłośnikami prokuratorów i prokuratury może znowu rozpocząć się nagonka na biznes.

Co robić w takiej sytuacji?

Według mnie w przypadku, gdy biznes prowadzony jest w Polsce, należy opodatkowywać go tutaj; według prawa terytorium. Natomiast, gdy ktoś kieruje działalnością za lub w znacznej części za granicą, warto przenieść biznesy zagraniczne na tamtejsze wehikuły, nawet celem zabezpieczenia się przed represją karną. W świecie nikogo nie dziwi to, że do biznesu używa się firmy z UAE, Hongkongu czy Singapuru.

Ponadto w Polsce nasila się zjawisko międzypokoleniowego przekazywania biznesu. Ma to różne przyczyny. Jedną z nich jest fakt, iż powoli odchodzą: pokolenie, które zbudowało gospodarkę wolnorynkową oraz presja zakupowa międzynarodowego biznesu chcącego nabyć rynek. W polskim prawie nadal nie dopracowano się rozwiązań umożliwiających przekazanie majątku przynoszącego dochód, który tym samym zapewnia jego dalszy rozwój oraz spłatę osób bliskich.

Dlatego polecane jest korzystanie z rozwiązań typowo europejskich – fundacje rodzinne; anglosaskich – trusty oraz różnych pozaeuropejskich. I dla tych, którzy planują sprzedaż biznesu lub jego przekazanie zalecam rozpoczęcie stosowania różnorodnych rozwiązań prawnych już, a nie na miesiąc przed transakcją.

Dawno nie pisałem już o sprawach podatkowych i innych dotyczących tzw. klimatu wokół biznesu. Niestety od marca rozpoczął się szereg negatywnych zmian. Zgodnie z przypuszczeniami Ministerstwo Finansów zaproponowało objecie spółek komandytowo–akcyjnych (S.K.A) oraz komandytowych (sp.k.) podatkiem CIT. Przewiduje się, że takie spółki będą płacić podatek w taki sam sposób jak osoby prawne. Natomiast komplementariusze ewentualnie będą mogli proporcjonalnie odliczyć podatek zapłacony przez spółki od własnej podstawy opodatkowania. W efekcie rozwiązanie to zmierza do podwójnego podatkowania akcjonariuszy, komandytariuszy oraz częściowo komplementariuszy. Nie mam wątpliwości, iż w ramach szukania dodatkowych wpływów budżetowych zmiany te zostaną wprowadzone, począwszy już od 2014 roku.

Ponadto do ordynacji podatkowej wprowadzone zostanie uprawnienie organów podatkowych do ustalania wysokości zobowiązań podatkowych w oparciu o uznanie przez owe organy, że dana transakcja bądź też konstrukcja prawna nakierowana jest w całości lub znacznej części na osiągnięcie korzyści podatkowej. Tak więc organ podatkowy mógłby pominąć cywilnoprawną istotę danej konstrukcji prawnej i, tym samym, ocenić zdarzenie gospodarcze wg jego istoty, czyli kierując się organowym rozumieniem. Powstanie również Rada ds. Unikania Opodatkowania, która będzie oceniała (odpłatnie) zastosowanie przez organ I instancji klauzuli przeciwko unikaniu opodatkowania. Ciekawą kwestią jest to, że w projekcie przewidziano, iż w skład Rady będą wchodzić wyłącznie  teoretycy prawa podatkowego. Nie będzie tam miejsca dla praktyków. W polskim porządku prawnym podobna klauzula obejścia prawa została skutecznie zakwestionowana przez Trybunał Konstytucyjny w 2004 roku.

Na świecie dużo się mówi o walce z omijaniem podatków. Rządy wielu Państw, zwłaszcza w świetle reflektorów, nawołują do zwalczania uchylających się od podatków. W praktyce każdy rozumny Rząd dokłada wszelkich starań, aby przyciągnąć inwestorów. Holandia doskonali prawo holdingowe. Luksemburg i Cypr zwalniają  z opodatkowania 80% przychodów z know-how, licencji itp. Z kolei w Irlandii i w Anglii w koszt uzyskania przychodów można uzyskać nawet 200% wartości zakupionych środków trwałych. Konkurencja podatkowa jest i  wciąż będzie wzrastać.

Obserwując politykę naszego państwa w oparciu o biznes, najprościej mówiąc – ręce opadają. Politycy, których moim zdaniem jest ich zbyt wielu (już samych posłów powinno być trzy razy mniej, a Senat i klika innych instytucji powinno w ogóle zostać zlikwidowanych), mają frazesy o innowacyjnym kierunku rozwoju gospodarki. Fiskalizm ciągle się zaostrza, coraz to nowe koszty nie są uznawane za koszty uzyskania przychodów, a urząd skarbowy za każdy czyn kieruje sprawę na tory postępowania karno–skarbowego. A tak swoją drogą warto zaznaczyć, iż represja karna w gospodarce jest bardzo znaczna i jednocześnie wybiórcza. Wiele spółek odczuło na sobie karzące ramię naszej dzielnej prokuratury, która swoimi działaniami pozbawiła przyszłości mnóstwo ludzi; przy czym prokuratura słabo orientuje się w dziedzinie procesów gospodarczych. Najbardziej intrygujący pozostaje fakt, że sami prokuratorzy są bezkarni.

Nasze państwo rozpoczęło proces konfiskacji majątku OFE, więc niewykluczone jest, że na tym nie poprzestanie. Zaostrzanie fiskalizmu i represji nasili się. Prezes największej partii opozycyjnej obiecuje kompleksową lustrację biznesu oraz karne podatki. Jeżeli dojdzie do władzy to cofnie reformę procedury karnej i podporządkuje prokuraturę Ministrowi Sprawiedliwości (czyżby miałby nim być znowu delfin, obecnie w niełasce?). Wtedy dopiero będzie się czego bać. Jak więc temu zaradzić?

Po pierwsze należałoby zapisać się do owej opozycyjnej partii lub, co nawet lepiej, swoją żonę bądź partnerkę.

Po drugie dobrze byłoby zatrudnić działaczy lub ich krewnych na stanowiskach dobrze płatnych, ale jednocześnie takich, na których nie mogą zbyt dużo zakłócić.

Po trzecie  wskazane byłoby posiadanie za granicą odpowiednich struktur, np. fundacji rodzinnych lub trust, który zapewni najbliższym utrzymanie oraz koszty opieki prawnej w sytuacji, gdy dojdzie do zatrzymania i aresztowania oraz zamrożenia wszelkich aktywów finansowych w Polsce.

A po czwarte trzeba byłoby postarać się o dobrą rezydencję podatkową. Dobrym wyborem, w mojej opinii, byłaby Malta. Natomiast wszelkie interesy mało związane z Polską, wskazane byłoby prowadzić za pomocą struktur zagranicznych – UAE, Singapur czy nawet UK czy też scottish partnership.

Po piąte lepiej się przygotować zawczasu do ciężkich czasów.

Ministerstwo Finansów opublikowało projekt zmian w ustawach podatkowych, które w swoich założeniach mają zmieniać zasady opodatkowania spółek komandytowo-akcyjnych(ska) i komandytowych(sk).

Przewidywane jest objęcie tychże spółek podatkiem CIT.  Dodatkowo podatkowi mają również podlegać wspólnicy. Komplementariusze będą mogli od  należnego podatku odjąć jego odpowiednio proporcjonalnie naliczoną część, zapłaconą przez spółkę. Komandytariusze i akcjonariusze(ska) będą płacić dodatkowy podatek dochodowy, odpowiadający wysokości sumy komandytowej. Ministerstwo potrzebę zmian uzasadnia koniecznością „ukrócenia optymalizacji podatkowej”. Osobiście jestem zdania, iż stosowne zmiany podatkowe zostaną wprowadzone w życie.

Jest to kolejny krok naszych władz podważający zaufanie do państwa i, tym samym, potwierdzający tezę o jego pewnej nieobliczalności.

W ciągu kilkunastu lat spółki komandytowe stały się zjawiskiem powszechnym w krajobrazie gospodarczym. W ostatnich trzech latach dużą popularnością cieszyły się spółki komandytowo-akcyjne, głównie dzięki możliwości odłożenia podatku w czasie oraz dzięki opcji faktycznej minimalizacji i optymalizacji podatków przy użyciu FIZ-u polskiego lub zagranicznego. To samo państwo zwalnia polskie i zagraniczne FIZ-y z podatku dochodowego, obejmując nim jedynie dystrybucje dochodu. Oprócz sektora nieruchomości, w spółki komandytowe zaangażował się kapitał inwestujący w innowacje.

Jak tu więc wierzyć i zaufać wołaniom oraz zapewnieniom polityków o tym, że polska gospodarka powinna być innowacyjna i proeksportowa, podczas gdy Ci sami politycy stwarzają wciąż to nowe utrudnienia i bariery?

Najgorzej dzieje się w sytuacji, gdy zostanie osiągnięty sukces, a zwłaszcza ten przy współpracy z jednostką sektora publicznego. „Wówczas zaczyna się śledztwo”, którego jednym z celów jest chociażby zbadanie, czy wkład publiczny był na pewno dobrze wyceniony. Odpowiedź jest jednoznaczna: nie należy im wierzyć, przynajmniej dopóki jest ich taka chmara jak w wielkim państwie oraz do tego czasu, kiedy nie zmienią swojego sposobu postępowania w stosunku do przedsiębiorców.

Niestety polski aparat ścigania, a zwłaszcza prokuratura, jest bardzo podatna na naciski polityczne i medialne. Przepisy karne, odnoszące się do prawa gospodarczego, można znaleźć w ponad 60-ciu ustawach. Są one nieprecyzyjne, przez co pozwalają na pogoń każdego za prawie wszystko.

Jest bardzo często wykorzystywane przez prokuraturę. A jak powszechnie wiadomo – w Polsce jeszcze nigdy żaden prokurator nie został pociągnięty do odpowiedzialności za  swoje czyny związane z prowadzeniem postępowań w sposób urągający prawu, czy też za te działania mające charakter przestępczy.

Więcej spokoju niesie ze sobą prowadzenie części transakcji poprzez struktury zagraniczne, zwłaszcza, jeżeli biznes odbywa się poza Polską lub gdy dokonywane są transakcje kapitałowe. Dobrym środkiem jest zmiana rezydencji podatkowej, np. na Maltę. Co więcej, mimo zmian w umowie o unikaniu  podwójnego opodatkowania z Cyprem i innymi krajami, legalne są metody sprowadzenia dochodu do kraju oraz legalnego bezpodatkowego dokonywania transakcji kapitałowych.

Element pewności i zaufania do państwa i prawa jest podstawa długofalowego planowania rozwoju osobistego i procesu przekazywania majątku następcom.  Niestety nasze państwo nie spełnia powyższych warunków, stąd też pomocne mogą być rozwiązania oparte na zagranicznych konstrukcjach prawnych.